Mała czy duża bez różnicy

Hej, mam na imię Róża. W tym roku kończę 19 lat.  ... Całe moje życie się zmieniło, już nic nie jest ani nie będzie takie same…

OTO MOJA HISTORIA: 




  • Rozdział 1
Kiedyś mieszkałyśmy z mamą w malutkim mieszkanku, w którym był malutki pokoik, kuchnia połączona z salonem i mała łazieneczka, właściwie kiedy byłam bardzo mała to dom wydawał się wielki. Ten mały pokój był mój, mimo że był mały był fajny i urządzony tak jak sobie wymarzyłam. Miał on białe ściany. Zawsze kiedy było mi smutno przychodziła do mnie do pokoju i zaczynała rysować po ścianie, a kiedy mama płakała (jako dziecko nie wiedziałam czemu) brałam ją za rękę i rysowałam z nią.  Pod oknem mojego małego królestwa stało śliczne jasno niebieskie łóżko, nie miałam tam szafy tylko małą komodę, która zawsze mi wystarczała. Czułam się szczęśliwa, zawsze byłam blisko z mamą mimo że ona pracowała bardzo dużo żeby związać koniec z końcem i żeby mi nigdy niczego nie brakowało.
Moja mama była dla mnie jedyną osobą na której mogę polegać. Niestety nie miałam taty, mama opowiadała, że rozstali się, ponieważ po prostu do siebie nie pasowali, a on wyjechał kiedy miałam roczek do Norwegii (tuż po ich rozstaniu). Podobno tata przysyłał jej pieniądze ale nie wiem czemu mamie było aż tak trudno. 

***

Pamiętam wszystkie świąteczne wieczory, które spędziłam z mamą

Co roku było prawie tak samo najpierw jeździłyśmy do babci, ale nie lubiłyśmy tego, babcia zawsze na nas krzyczała, albo że jesteśmy za wcześnie, albo że się spóźniłyśmy. Okropnie mnie to denerwowało bo moja ciocia zawsze spóźniała się godzinę i co roku przychodziła z innym facetem, a babcia nigdy nie zwracała jej uwagi wręc przeciwnie była zachwycona każdym jej chłopakiem. Ciocia za to zawsze ubliżała mamie codo tego że ona nie ma nikogo. W jedne święta tak mnie zdenerwowały że wygarnęłam im wszystko :
 Zaczęłam krzyczeć na babcię że jest okropna, że nigdy nam nie pomaga, że mama ma już dość święta są najwspanialszym okresem w roku a ona z ciotką go niszczą- nigdy wcześniej nie czułam w sobie takiej złości i agresji a miałam tylko 8 lat. 
- Ty mały  smarkaczu jak tak możesz. Twoja matka nigdy nie umiała sobie poradzić. Mówiłam jej żeby cię oddała ale nie bo cię kocha. Ha widać jak cię kocha skoro tak cię wychowała, on nawet męża nie potrafiła przy sobie przytrzymać nie udolne dziecko. Spójrz na ciocię to z takiej osoby powinnaś brać przykład a nie z tej niedorajdy - babcia ( jeżeli tak ją w ogóle można nazwać) mówiła to patrząc mi się w oczy z tym swoim pazernym uśmiechem.
A JA ? Ja płakałam jak niemowlę które ma kolkę, jak dziecko na pogrzebie mamy albo taty. Wybiegłam z mieszkania babci bez kurtki, bez kozaków, czapki, szalika. Wyleciałam na dwór w letniej sukieneczce, nie za długiej z krótkim rękawkiem. Na nóżkach miałam cieniutkie białe rajstopki i balerinki. po twarzy lały mi się łzy, które powoli zamarzały.
Nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się nade mną osoba (kobieta). Miała piękne brązowe włosy spięte w warkocza i takie ciepłe oczy, takie inne, takie po których było widać że wiele przeszły lecz mimo to była  tak szczęśliwa, w dodatku ten szczery uśmiech. Dama w pięknym śnieżno białym płaszczu wyglądała jak królowa śniegu, ale taka dobra, a nie ta zła. Nachyliła się nade mną otuliła mnie kocem i powiedziała, że mam się nie martwić, że wracamy do domu tam nic mi nie grozi, bo ona zawsze będzie przy mnie, zawsze będzie mnie kochać. Po tych słowach dotarło do mnie że to ona jedyna osoba na świecie, która mnie kocha, jako jedyna jest przymnie, czyli mama. Kazała mi wsiąść do auta poszła po rzeczy do góry (kilka prezentów ) pożegnała się i przyszła do mnie.
  • Rozdział 2
Od pięciu lat nie jeździłyśmy do babci, święta spędzałyśmy razem to były najpiękniejsze lata w moim życiu. O moich 13 świętach zacznę opowiadać już od września,  bo właśnie 1 września po powrocie ze szkoły zobaczyłam swojego ojca. PIERWSZY RAZ OD 11 LAT!!!!!!!!!!!! Byłam w wielkim szoku. Był to wysoki mężczyzna o czarnych postawionych włosach, ubrany w biały T-shirta i dżinsy. Wydawał się bardzo miły i taki był. Spędziłam z nim cały dzień i nie żałuje, w końcu mam tatę. Spędzałam z nim dużo czasu, szkoda tylko że wtedy nie wiedziałam dlaczego.
Mama była strasznie dziwna tak jak by próbowała się ode minie odsunąć, coraz rzadziej się uśmiechała. Bałam się o nią, nic mi nie mówiła.
Już całkiem przestałam ją rozumieć na święta pojechałyśmy do tej starszej kobiety która jest jej "matką"! W sumie była ona nietypowo miła, nie było tak źle jak myślałam, do czasu. Bardzo podobał mi się ten wieczór, ale niestety mama wpadła w poślizg... 

***

Trafiłyśmy do szpitala. nie było ze mną aż tak źle kiedy się obudziłam nad moim łóżkiem stał tata nie było nikogo więcej. Czułam się dosyć dobrze, miałam złamaną rękę i rozwalony łuk brwiowy. Gdy chciałam otworzyć oczy do sali wszedł lekarz.
-Śpi?- zapytał lekarz
-Tak, cały czas. Proszę mi powiedzieć co z Hanną?- spytał ściszonym głosem tata, i podszedł z doktorem do okna. Pewnie żebym nie usłyszała
-Nie za dobrze, będzie trzeba przeprowadzić operację.
-Zdaje sobie sprawę 
-Czy pan wie że pańska była żona, ma raka i w dodatku to 4 stadium?-jak by ktoś nie wiedział o co chodzi to znaczy że jest to w bardzo poważnym stopniu
-Tak właśnie dlatego tu jestem, wiem że moja córka będzie mnie potrzebować-powiedział ze łzami w oczach
-Ja muszę iść, operacja odbędzie się z godzinę, Jeśli córka się obudzi proszę zawołać pielęgniarkę żeby ją zbadała-rzekł wychodząc z sali.
-Ona umrze? -spytałam prosto z mostu
-Nie wiem kochanie, nie mam zielonego pojęcia-powiedział gładząc mnie po głowie. Po chwili milczenia zapytał-Słyszałaś całą rozmowę, prawda?
-Tak- rozpłakałam się.
On chwycił mnie mocno i przytulił, po chwili rzekł:
-Nie bój się jestem tu i nigdy już cię nie zostawię, a twoja mama przeżyje
-Tato...- nie dałam rady nic więcej powiedzieć czułam się zmęczona.
Leżałam i wpatrywałam się w sufit przez 3 godziny, zastanawiałam się jak to mi bez niej będzie, co ze mną będzie, czy będę mogła być z moim ojcem i jego rodziną (bardzo lubiłam jego żonę i moją malutką siostrzyczkę), czy będę musiała zamieszkać z babcią czego strasznie nie chciałam. Czułam się nie za dobrze wiec zasnęłam na chwilkę. gdy się obudziłam (było to koło 12:00) wstałam z łóżka było już znacznie lepiej, postanowiłam się przejść. przeszłam koło kilku pielęgniarek i słyszałam tylko:
-...Przykro mi maleńka... Będzie dobrze... Współczuję... Wiem co czujesz kochana... 
Słysząc to byłam taka rozkojarzona, nic nie rozumiałam (przecież dopiero się obudziłam). Po chwili dotarło do mnie że... że... ona... ona... jej już tu nie ma, nie ma, straciłam ją, nie ma jej tu, nigdy już jej nie zobaczę, nie ma jej. NIE MA!!!!! STRACIŁAM JĄ!!!!! JUŻ MI NIGDY NIE POMOŻE !!!!! Jedyne co chciałam zrobić w tamtej chwili to się do niej przytulić nie rozumiałam dlaczego to przytrafiło się właśnie nam, dlaczego ja, dlaczego ona. Byłam taka przybita rozpłakałam się straciłam siłę, upadłam, położyłam się na ziemi, nie chciałam w to wierzyć.



  • Rozdział 3
Zamieszkałam z tatą. Jego żona była przemiłą osobą, lecz nigdy nie powiedziałam do niej mamo. Była dosyć ładną  kobietą, miała blond włosy i ok. 175 cm.  Z ich córką też dogadywałam się całkiem nieźle. Ta trzy lata młodsza dziewczynka miała na imię Anastazja. Co roku w wigilię jeździliśmy na grób mamy, nie cierpiałam wtedy świętować (miałam żałobę, to chyba nic dziwnego). Tata mnie nie rozumiał, z resztą nie dziwię mu się miał prawo, ale denerwowało mnie to że za wszelką cenę próbował we mnie wzbudzić zamiłowanie do święta w którym zginęła moja matka. Jednak najlepsze w tej sytuacji jest to, że ani moja babcia, ani moja ciocia od pogrzebu, na którym były tyko chwilę, się mną nie zainteresowały po prostu miały mnie za przeproszeniem w dupie.
A jak było w szkole? Szczerze to ni jak, wręcz fatalnie niby miałam przyjaciół ale nie byli prawdziwi. Zamknęłam się w sobie i nie chciałam z nikim rozmawiać. Mój dzień wygłądał następująco:
1. wstanie (robiłam to nie chętnie)-6:27
2. ubranie się poranna toaleta-6:32
3. śniadanie-6:55
4. czytanie (zawsze rano)-6:58
5. wyjście do szkoły-7:30
6. nudzenie się w szkole-7:45-15:00
7. obiad -5:15
8.odrabianie lekcji-15:30
9. leżenie i czytanie bądź od czasu do czasu oglądanie tv-16:00
10. kolacja (której nie jadam)-18:00
11.leżenie i słuchanie muzyki-18:15
12. spanie-22:30
I tak dzień w dzień bez końca




  • Rozdział 4
Po skończeniu 16 lat postanowiłam, a właściwie wymyśliłam że w święta pójdę do pracy, żeby nie myśleć o tym co stało się 5 lat temu. Jak postanowiłam tak też zrobiłam, bo skoro mam 16 lat już legalnie mogę pracować. Teraz tylko trzeba było ją zanieść.
Miałam z tym mały problem ale pomogła mi Żaneta (żona taty). Oczywiście rzecz jasna nie zdradziłam jej całego planu, powiedziałam tylko że chcę powoli sama o siebie zadbać. Uznała że to świetny pomysł. 
Udało mi się znaleźć pracę w całodobowej restauracji. Nie był to szczyt moich marzeń, jednak zrobiła bym wszystko co w mojej mocy by zapomnieć i nie czuć tego bólu. Po utracie mamy nie wyobrażam do końca. Oczywiście nie dałam tego po sobie poznać chciałam być twarda dla niej, dla nas.  Śmiałam się w dzień, jednak w nocy i na cmentarzu można było dopiero zobaczyć kim tak naprawdę jestem.
Ten kto tego nie przeżył nie zrozumie. A w moim otoczeniu wszyscy są zajebiście szczęśliwi, wszyscy oczywiście poza mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz