- Rozdział 1
Czy nie za często nadużywamy słów zakochałam/em się? Czy nie zaczęto mówimy o osobach dopiero poznanych, że bo "miłość naszego życia"? Staramy się znaleźć miłość za wszelką cenę w młodym wieku, kiedy całkiem nie znamy życia. Zdarza się to bardzo często lecz są wyjątki i ja znam taki jeden. To opowieść o mojej przyjaciółce to ona i jej chłopak są byli i będą wyjątkami
Wszystko zaczęło się we wrześniu 20013 roku zaczęłyśmy naukę w gimnazjum. To właśnie tam się poznałyśmy.
Julka była wysoką, dość szczupłą dziewczyną. Miała długie, proste, czarne włosy. Jej śliczne zielone oczy pasowały idealnie do uśmiechu który nigdy nie schodził jej z ust. Pierwszy raz spotkałam taką osobę, która była taka uczynna, pomocna i mądra.
Nasza przyjaźń zaczęła się szybko, od razu zaczęliśmy sobie ufać. Gdyby ktoś zapytał mnie czy żałuję że powiedziałam jej jakiś mój sekret? stanowczo odpowiedziałabym że nie! ta dziewczyna to prawie że ideał tylko tego nie przyjmowała do wiadomości.
Ich historia zaczęła się od pewnej czapki, od jego wybryku. kiedy cala szkoła szła na boisko by posprzątać. Wychodziliśmy klasami oczywiście debile z 3 od razu pobiegli do przodu. Jasiek po drodze zabrał czapkę Julce, która zaczęła za nimi biec. w końcu przestał, a gdy on to zauważył też przestał, ubrał ją i uśmiechną się pazernie. chwilę później ona po cichutku podbiegła do niego i zdjęła ją:
-To chyba moje, co?!-rzekła powoli zatracając się w jego oczach, już po sekundzie odwróciła się i szła dalej gadając ze mną o naszym sobotnim wyjeździe.
Julia miała chyba dwie minuty spokoju, bo ten znów zabrał jej czapkę.
-JASIEK TY DEBILU!!!!!!!!!-krzyknęła- pomożesz mi go złapać?
-No jasne-byłam zwarta i gotowa.
Więc my zamiast sprzątać latałyśmy za nim jak jakieś idiotki. W końcu ją dorwaliśmy i cała trójka dostała uwagi.
Przed świętami Julia jak to Julia była strasznie zestresowana, ponieważ podięla się wielu zadań związanych ze świętami. Pamiętam było to 5 grudnia, biegała z góry na dól (rozmawiała z wychowawcą).Kiedy leciała do góry zaczepił ją Janek i powiedział:
-Możemy porozmawiać?
-Nie, nie teraz nie mogę, muszę szybko wsiąść listę z plecaka i zanieść panu, wybacz- mówiąc to już uciekała
-JULKA!!!!!!!
-Nie próbuj jej teraz zagadywać wścieknie się-powiedziałam
-Co się z nią dzieję?
-Zgadnij, jak mamy miesiąc?!
-Yyy grudzień- odpowiedział, po chwili zrozumiał o co mi chodziło-omój Boże niedługo święta, już rozumiem
-No właśnie, jeju jaki ty jesteś nie kumaty
-Myślisz,że nie znajdzie dla mnie ani chwili?
-HAHAHA, nie masz szans...
Nie zdążyłam dokończyć, bo ona znów przemknęła koło nas a Janek pobiegł za nią. Nagle złapał ją za rękę i kiedy chciał coś powiedzieć zadzwonił dzwonek, a on wydarła się na niego:
-Widzisz to wszystko twoja wina, przez ciebie nie zaniosłam tej kartki! Mam cię dosyć! Nie odzywaj się do mnie!
Cała sytuację obserwował jego wychowawca, zaczepił Jaśka i zapytał:
-Co się stało Jasiek? Co to była za sytuacja z Julką?
-No bo mam do niej bardzo ważną sprawę.
-Zakochałeś się, prawda?
-CO?
-Widać to po tobie. dobra leć na lekcję.
Dzień miną bardzo szybko, może to nawet i lepiej. Kiedy zadzwonił ostatni dzwonek wszyscy wybiegli z hukiem ze szkoły (na autobus). Zawsze byłam tam szybciej niż Jula. Jednak tego dnia było inaczej. Pamiętam padał śnieg, ona wyszła ze szkoły na krótkim rękawku, bo się śpieszyła. On czekał nadworzu (co było dziwne zazwyczaj był pierwszy i zajmował nam miejsce).
-Co ty tu robisz-rzekła, a płatki śniegu mieniły się na jej ciemnych włosach.
-Czekam
-Niby na co?
-Na to żebyś mnie posłuchała.
-Cały czas cię słucham
-Coś mi się nie wydaje
- Słucham!?
-Nic. wiesz czekałem na odwagę...
-Co?
-Na odwagę, bo nie chcę owijać w bawełnę. Ok powiem ci to tu i teraz
-Ale co?!?!
-JULIA! Ja cię kocham. nie wyobrażam i nie chcę- po czym obioł ją i pocałował w sine od zimna usta.
-Ja ciebie też kocham, ale przepraszam ja nie mogę ci tego zrobić-mówiąc to zaczęła płakać- proszę przytul mnie teraz najmocniej i nie pozwól skrzywdzić.Błagam.
-Hej, Julcia, spokojnie co się stało, spójż mi w oczy! Dlaczego nie możesz!?!? Dlaczego!?!?
-Bo mam białaczkę !!!!!!!!
-Co...-Janek zaniemówił, mimo to nie pościł jej, trzymał ją tak jakby ona umierała właśnie w tej chwili.
Potem udali się do autobusu obserwowałam wszystko z boku i nie wierzyłam w jej słowa. W autobusie usiadłyśmy razem wszystko i opowiedziała to było takie straszne. Przeżywałam to okropnie, nie wyobrażam sobie co musiała czuć on i jej rodzina wtedy, a zwłaszcza Jasiek
Jasiek i Julka niby nie byli ze sobą, ale tak się zachowywali. Ich miłość była wieczna nie zniszczyła jej nawet choroba.
Z tego co mówiła Julia jej wyniki znacznie się poprawiły w marcu lekarze byli niemal pewni że to konie, że jest już zdrowa ( przynajmniej tak twierdziła)
I w końcu nadeszła noc z 25 na 26 maja, trafiła do szpitala. Leżała tam całe 2 dni nie przytomna. On nie opuścił jej siedział przy niej cały czas, lecz jej serce po prostu przestało bić. Już jej nie było. Straciłam przyjaciółkę, Janek dziewczynę, którą kochał nad życie, jej rodzice córkę a świat najlepszego człowieka jakiego znałam.
Rodzice Julii dali nam list od niej a brzmiał on tak :
- Rozdział 2
Ich historia zaczęła się od pewnej czapki, od jego wybryku. kiedy cala szkoła szła na boisko by posprzątać. Wychodziliśmy klasami oczywiście debile z 3 od razu pobiegli do przodu. Jasiek po drodze zabrał czapkę Julce, która zaczęła za nimi biec. w końcu przestał, a gdy on to zauważył też przestał, ubrał ją i uśmiechną się pazernie. chwilę później ona po cichutku podbiegła do niego i zdjęła ją:
-To chyba moje, co?!-rzekła powoli zatracając się w jego oczach, już po sekundzie odwróciła się i szła dalej gadając ze mną o naszym sobotnim wyjeździe.
Julia miała chyba dwie minuty spokoju, bo ten znów zabrał jej czapkę.
-JASIEK TY DEBILU!!!!!!!!!-krzyknęła- pomożesz mi go złapać?
-No jasne-byłam zwarta i gotowa.
Więc my zamiast sprzątać latałyśmy za nim jak jakieś idiotki. W końcu ją dorwaliśmy i cała trójka dostała uwagi.
- ROZDZIAŁ 3
Przed świętami Julia jak to Julia była strasznie zestresowana, ponieważ podięla się wielu zadań związanych ze świętami. Pamiętam było to 5 grudnia, biegała z góry na dól (rozmawiała z wychowawcą).Kiedy leciała do góry zaczepił ją Janek i powiedział:
-Możemy porozmawiać?
-Nie, nie teraz nie mogę, muszę szybko wsiąść listę z plecaka i zanieść panu, wybacz- mówiąc to już uciekała
-JULKA!!!!!!!
-Nie próbuj jej teraz zagadywać wścieknie się-powiedziałam
-Co się z nią dzieję?
-Zgadnij, jak mamy miesiąc?!
-Yyy grudzień- odpowiedział, po chwili zrozumiał o co mi chodziło-omój Boże niedługo święta, już rozumiem
-No właśnie, jeju jaki ty jesteś nie kumaty
-Myślisz,że nie znajdzie dla mnie ani chwili?
-HAHAHA, nie masz szans...
Nie zdążyłam dokończyć, bo ona znów przemknęła koło nas a Janek pobiegł za nią. Nagle złapał ją za rękę i kiedy chciał coś powiedzieć zadzwonił dzwonek, a on wydarła się na niego:
-Widzisz to wszystko twoja wina, przez ciebie nie zaniosłam tej kartki! Mam cię dosyć! Nie odzywaj się do mnie!
Cała sytuację obserwował jego wychowawca, zaczepił Jaśka i zapytał:
-Co się stało Jasiek? Co to była za sytuacja z Julką?
-No bo mam do niej bardzo ważną sprawę.
-Zakochałeś się, prawda?
-CO?
-Widać to po tobie. dobra leć na lekcję.
Dzień miną bardzo szybko, może to nawet i lepiej. Kiedy zadzwonił ostatni dzwonek wszyscy wybiegli z hukiem ze szkoły (na autobus). Zawsze byłam tam szybciej niż Jula. Jednak tego dnia było inaczej. Pamiętam padał śnieg, ona wyszła ze szkoły na krótkim rękawku, bo się śpieszyła. On czekał nadworzu (co było dziwne zazwyczaj był pierwszy i zajmował nam miejsce).
-Co ty tu robisz-rzekła, a płatki śniegu mieniły się na jej ciemnych włosach.
-Czekam
-Niby na co?
-Na to żebyś mnie posłuchała.
-Cały czas cię słucham
-Coś mi się nie wydaje
- Słucham!?
-Nic. wiesz czekałem na odwagę...
-Co?
-Na odwagę, bo nie chcę owijać w bawełnę. Ok powiem ci to tu i teraz
-Ale co?!?!
-JULIA! Ja cię kocham. nie wyobrażam i nie chcę- po czym obioł ją i pocałował w sine od zimna usta.
-Ja ciebie też kocham, ale przepraszam ja nie mogę ci tego zrobić-mówiąc to zaczęła płakać- proszę przytul mnie teraz najmocniej i nie pozwól skrzywdzić.Błagam.
-Hej, Julcia, spokojnie co się stało, spójż mi w oczy! Dlaczego nie możesz!?!? Dlaczego!?!?
-Bo mam białaczkę !!!!!!!!
-Co...-Janek zaniemówił, mimo to nie pościł jej, trzymał ją tak jakby ona umierała właśnie w tej chwili.
Potem udali się do autobusu obserwowałam wszystko z boku i nie wierzyłam w jej słowa. W autobusie usiadłyśmy razem wszystko i opowiedziała to było takie straszne. Przeżywałam to okropnie, nie wyobrażam sobie co musiała czuć on i jej rodzina wtedy, a zwłaszcza Jasiek
- ROZDZIAŁ 4
Jasiek i Julka niby nie byli ze sobą, ale tak się zachowywali. Ich miłość była wieczna nie zniszczyła jej nawet choroba.
Z tego co mówiła Julia jej wyniki znacznie się poprawiły w marcu lekarze byli niemal pewni że to konie, że jest już zdrowa ( przynajmniej tak twierdziła)
I w końcu nadeszła noc z 25 na 26 maja, trafiła do szpitala. Leżała tam całe 2 dni nie przytomna. On nie opuścił jej siedział przy niej cały czas, lecz jej serce po prostu przestało bić. Już jej nie było. Straciłam przyjaciółkę, Janek dziewczynę, którą kochał nad życie, jej rodzice córkę a świat najlepszego człowieka jakiego znałam.
- ROZDZIAŁ 5
Rodzice Julii dali nam list od niej a brzmiał on tak :
KOCHANI
Dziękuję wam że byliście przy mnie przez ten cały czas. Dziękuję za waszą ochronę. Pragnę was przeprosić, skłamałam moje wyniki się nie polepszyły wręcz przeciwnie. Kochm was i dlatego wam nie powiedziałam. teraz już raczej zapuźno żebyście mogli mnie za to zabić, bo już to czytacie :).
Mam do ciebie prośbę Janek opiekuj się Hanką, tak jak ja bym to zrobiła. Pilnuj jej żeby nie wpadła w złe towarzystwo.
Ciebie Haniu proszę o to samo. Przypilnuj żeby ten mój debil, którego kocham nie zrobił nic głupiego.
Błagam was żyjcie tak jak dawniej, jak ja bym po prostu wjechała, błagam! Pamiętajcie że zawsze jestem przy was, bo was kocham i to się nigdy nie zmieni.
JULIA :)
Ten jej charakterystyczny uśmieszek nigdy go nie zapomnę.
My ciebie też kochamy
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz