niedziela, 18 stycznia 2015

Mała czy duża bez różnicy/1

Hej, mam na imię Róża. W tym roku kończę 19 lat.  ... Całe moje życie się zmieniło, już nic nie jest ani nie będzie takie same…

OTO MOJA HISTORIA: 




  • Rozdział 1
Kiedyś mieszkałyśmy z mamą w malutkim mieszkanku, w którym był malutki pokoik, kuchnia połączona z salonem i mała łazieneczka, właściwie kiedy byłam bardzo mała to dom wydawał się wielki. Ten mały pokój był mój, mimo że był mały był fajny i urządzony tak jak sobie wymarzyłam. Miał on białe ściany. Zawsze kiedy było mi smutno przychodziła do mnie do pokoju i zaczynała rysować po ścianie, a kiedy mama płakała (jako dziecko nie wiedziałam czemu) brałam ją za rękę i rysowałam z nią.  Pod oknem mojego małego królestwa stało śliczne jasno niebieskie łóżko, nie miałam tam szafy tylko małą komodę, która zawsze mi wystarczała. Czułam się szczęśliwa, zawsze byłam blisko z mamą mimo że ona pracowała bardzo dużo żeby związać koniec z końcem i żeby mi nigdy niczego nie brakowało.
Moja mama była dla mnie jedyną osobą na której mogę polegać. Niestety nie miałam taty, mama opowiadała, że rozstali się, ponieważ po prostu do siebie nie pasowali, a on wyjechał kiedy miałam roczek do Norwegii (tuż po ich rozstaniu). Podobno tata przysyłał jej pieniądze ale nie wiem czemu mamie było aż tak trudno. 

***

Pamiętam wszystkie świąteczne wieczory, które spędziłam z mamą

Co roku było prawie tak samo najpierw jeździłyśmy do babci, ale nie lubiłyśmy tego, babcia zawsze na nas krzyczała, albo że jesteśmy za wcześnie, albo że się spóźniłyśmy. Okropnie mnie to denerwowało bo moja ciocia zawsze spóźniała się godzinę i co roku przychodziła z innym facetem, a babcia nigdy nie zwracała jej uwagi wręc przeciwnie była zachwycona każdym jej chłopakiem. Ciocia za to zawsze ubliżała mamie codo tego że ona nie ma nikogo. W jedne święta tak mnie zdenerwowały że wygarnęłam im wszystko :
 Zaczęłam krzyczeć na babcię że jest okropna, że nigdy nam nie pomaga, że mama ma już dość święta są najwspanialszym okresem w roku a ona z ciotką go niszczą- nigdy wcześniej nie czułam w sobie takiej złości i agresji a miałam tylko 8 lat. 
- Ty mały  smarkaczu jak tak możesz. Twoja matka nigdy nie umiała sobie poradzić. Mówiłam jej żeby cię oddała ale nie bo cię kocha. Ha widać jak cię kocha skoro tak cię wychowała, on nawet męża nie potrafiła przy sobie przytrzymać nie udolne dziecko. Spójrz na ciocię to z takiej osoby powinnaś brać przykład a nie z tej niedorajdy - babcia ( jeżeli tak ją w ogóle można nazwać) mówiła to patrząc mi się w oczy z tym swoim pazernym uśmiechem.
A JA ? Ja płakałam jak niemowlę które ma kolkę, jak dziecko na pogrzebie mamy albo taty. Wybiegłam z mieszkania babci bez kurtki, bez kozaków, czapki, szalika. Wyleciałam na dwór w letniej sukieneczce, nie za długiej z krótkim rękawkiem. Na nóżkach miałam cieniutkie białe rajstopki i balerinki. po twarzy lały mi się łzy, które powoli zamarzały.
Nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się nade mną osoba (kobieta). Miała piękne brązowe włosy spięte w warkocza i takie ciepłe oczy, takie inne, takie po których było widać że wiele przeszły lecz mimo to była  tak szczęśliwa, w dodatku ten szczery uśmiech. Dama w pięknym śnieżno białym płaszczu wyglądała jak królowa śniegu, ale taka dobra, a nie ta zła. Nachyliła się nade mną otuliła mnie kocem i powiedziała, że mam się nie martwić, że wracamy do domu tam nic mi nie grozi, bo ona zawsze będzie przy mnie, zawsze będzie mnie kochać. Po tych słowach dotarło do mnie że to ona jedyna osoba na świecie, która mnie kocha, jako jedyna jest przymnie, czyli mama. Kazała mi wsiąść do auta poszła po rzeczy do góry (kilka prezentów ) pożegnała się i przyszła do mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz