Zamieszkałam z
tatą. Jego żona była przemiłą osobą, lecz nigdy nie powiedziałam do niej
mamo. Była dosyć ładną kobietą, miała blond włosy i ok. 175 cm. Z ich
córką też dogadywałam się całkiem nieźle. Ta trzy lata młodsza
dziewczynka miała na imię Anastazja. Co roku w wigilię jeździliśmy na
grób mamy, nie cierpiałam wtedy świętować (miałam żałobę, to chyba nic
dziwnego). Tata mnie nie rozumiał, z resztą nie dziwię mu się miał
prawo, ale denerwowało mnie to że za wszelką cenę próbował we mnie
wzbudzić zamiłowanie do święta w którym zginęła moja matka. Jednak
najlepsze w tej sytuacji jest to, że ani moja babcia, ani moja ciocia od
pogrzebu, na którym były tyko chwilę, się mną nie zainteresowały po
prostu miały mnie za przeproszeniem w dupie.
A
jak było w szkole? Szczerze to ni jak, wręcz fatalnie niby miałam
przyjaciół ale nie byli prawdziwi. Zamknęłam się w sobie i nie chciałam z
nikim rozmawiać. Mój dzień wygłądał następująco:
1. wstanie (robiłam to nie chętnie)-6:27
2. ubranie się poranna toaleta-6:32
3. śniadanie-6:55
4. czytanie (zawsze rano)-6:58
5. wyjście do szkoły-7:30
6. nudzenie się w szkole-7:45-15:00
7. obiad -5:15
8.odrabianie lekcji-15:30
9. leżenie i czytanie bądź od czasu do czasu oglądanie tv-16:00
10. kolacja (której nie jadam)-18:00
11.leżenie i słuchanie muzyki-18:15
12. spanie-22:30
I tak dzień w dzień bez końca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz