Rozmawiałam z szefową. Miałam wziąść zmianę w wigilię i Boże Narodzenie. Kiedy powiedziałam o tym tacie wpadł w szał, nie spodziewałam się tego po nim zawsze był spokojny. Po chwili jednak wybiegł z domu, po drodze łapiąc kluczyki od samochodu i kurtkę.
-Żaneta co on robi -rzekłam idąc za tatą.
-Nie mam pojęcia -usłyszałam delikatny głos idący przede mną.
Niestety nie zdążyłyśmy, odjechał.
Przez półtorej godziny krążyłyśmy po kuchni, czekając na niego i zastanawiając się co wymyślił, gdzie pojechał i dlaczego tak długo. Nagle wrócił. Nigdy nie spodziewałabym się że zrobi rzecz tak straszą (dla mnie).
-Tato co się stało? Gdzie byłeś?
-Moje kochane mam dla was dobre, a wręcz wspaniałe wieści -oznajmił z wielkim uśmiechem
-Co?!?! -długo na odpowiedź nie czekałam
-Róża z nami spędzasz wigilię
-Co?!?!
-Rozmawiałem z twoim pracodawcą i ...-nie dałam mu skończyć
-Jak mogłeś, nie zwierzę, dlaczego to zrobiłeś do jasnej cholery czy ty w ogóle o mnie myślisz, czy wszystko zawsze musi być po twojemu!!!!!!!!!! -koniec wybiegłam z kuchni zamknęłam się w pokoju z dołu słyszałam ich kłótnię.
-Gratuluję świetny z cb ojciec -powiedziała z Żaneta
-O co wam chodzi?
-O mój Boże czy ty naprawdę jesteś taki tępy czy co bo najwidoczniej nic do cb nie dociera.
-Możesz powiedzieć o co chodzi.
-O TO ŻE ONA NIENAWIDZI ŚWIĄT!!!
-Jak to ale przecież...
-A ty byś się cieszył gdyby w święta ktoś umarł i to jedyna osoba która była ci bliska, ona nikogo więcej nie miała poza mamą była sama, ty ją zostawiłeś!!!!
Tata za nie mówił słyszałam że usiadł, nie wiem dokładnie co działo się potem. Jednak po chwili usłyszałam że Żaneta nie pozwoliła mu do mnie iść powiedziała że "na pewno chcę być sama" i miała rację. Po chwili przemknęłam do łazienki i w sadziłam do kieszeni od bluzy malutkie białe pudełeczko. Następnie przemknęłam do sypialni taty i Żanety. Stamtąd wzięłam jakieś czerwone wino chyba Cin Cin ale nie pamiętam. Na biurku w ich pokoju leżał srebrny mały przedmiot, ostry jak nie wiem co, dla wielu osób był lekiem na zło i na rozczarowania. Działał w dość nie codzienny sposób, nie trzeba było go połykać ani nic w tym rodzaju, nie stosowano go również jako krem. Wzięłam go i również zachowałam.
Zamknęłam pokój na klucz. Wyjęłam tę dwie rzeczy z kieszeni położyłam prze sobą, otworzyłam wino. Zaczęłam pić.
Zdjęłam bluzę, wzięłam do ręki żyletkę i zaczęłam rysować trochę po nadgarstki a trochę po nodze zapijając wszystko winem. Podniosłam z ziemi białe pudełeczko i wysypałam z niego z jakieś 15 bądź 20 tabletek połknełam znów popijając winem.
Nagle usłyszałam jak Anastazja wróciła do domu i wbiegała po schodach. Dziewczynka zaczęła walić w moje drzwi ale jej głos stale ucichał. To dlatego że byłam w pół przytomna. Nagle do mojego pokoju wyparował tata z Żanetą. Na podłodze było dużo krwi a w niej leżała pusta butelka z winem. Nastka i Żaneta przeraziły się na ten widok. Tata zaczął krzyczeć żeby zadzwoniły po karetkę. Kiedy kończył to mówić zasnełam nie wiem co działo się potem...
wtorek, 20 stycznia 2015
Mała czy duża bez różnicy/5
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz