Hej jestem Kornelia. Mam 15 lat. Boję się swojej wyobraźni. Boję się siebie i tego kim jestem.
Hej mam na imię Adam. Też mam 15 lat. Boję się spać w nocy, nie chcę by znów stało się coś złego.
Siema mówią na mnie Dawid. Nienawidzę swojego imienia. Właśnie skończyłem 15 lat. Udaję takiego luzala i twardziela a w rzeczywistości boję się każdego nowego dnia.
Cześć to ten jestem Amela. No ja też mam 15 lat. Nie chcę patrzeć się ludzią w oczy boję się że znów tak samo zranią.
Tak właśnie zaczęła się nasza znajomość. Czwórka ludzi z obawami przed każdym nowym krokiem i przed każdą kolejną myślą.
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
4
wtorek, 17 lutego 2015
Mała czy duża bez różnicy/6
-Masaż serca szybko-usłyszałam głosy lekarza w kartce. Nie wiem jak to możliwe co przez chwilę słyszałam wszystkich. Zdarzało się to co parę minut.
Straciłam poczucie czasu. Nie ocknełam się, nie wiem czy byli przy mnie najbliżsi, może przyjechała babia i ciocia. Ale jednego byłam pewna że jest tu ona, ta która pamiętam tak ślicznie ubraną w święta kilka lat temu. Mama.
-Szybko weźcie ją salę operacyjną, wzięła mocną dawkę środków nasennych-mówiła miłym lecz stanowczym głosem lekarka-podciete żyły dziewczyna mocno się wykrwawiła + duża ilość alkoholu.
Znów wszystko ucichło.
Jedyne czego się dowiedziałam to to, że moje życie wisi na włosku... cały czas słyszałam w głowie słowa pani doktor: "podcięte żyły... mocna dawka środków nasennych... duża ilość alkoholu". Trudno mi powiedzieć czy się boję. Trudno stwierdzić czy chciałam tego. Dlaczego właściwie to zrobiłam? Czy moja ukochana mama, która kazała mi cieszyć się każdą chwilą i sama to robiła była by ze mnie dumna? Pewnie ją zawiodłam przez to co zrobiłam.
I nagle kolejne słowa, kolejne ciężkie słowa, których nie powinnam słyszeć.
-Szybko, szybko puls jej spada musimy ją ratować...
Nie wiem co działo się na sali, nie usłyszałam co było dalej.
Zobaczyłam jasne światło które rozbłysneło pod moimi powiekami. Myślałam że nie żyje, jednak okazało się że jestem w moim małym miszkanku, tym z dzieciństwa.
Byłam ubrana w śliczną czerwoną sukienkę (tą o której zawsze marzyłam). Włosy związane były w pięknego warkocza takiego jakiego mama mi robiła. Usiadłam na ślicznie poscielonym łóżku. Na rekach dalej byly zakrwawione rany. Nagle w drzwiach ni stąd ni zowąd pojawiła się mama. Zaczęłam płakać podbiegłam do niej i przytuliłam. W tamtej chwili brakowało mi jej tak bardzo jak bardzo blisko mnie była.
-Czy, czy ja -zaczęłam-czy ja nie żyje?
-Nie odpowiem ci na to pytanie żadna odpowiedź nie jest dobra.
-Nic nie rozumiem...
Opuściłam głowę
-Posłuchaj mnie teraz uważnie-pokiwałam głową-teraz to tylko od Ciebie zależy czy żyjesz czy nie, to ty jesteś panem swojego losu
-Co mam zrobić mamo?
- Jezu jesteś taka dorosła i taka mądra, tak się zmienilaś przez te lata, tak wypiękniałaś... -mówiąc to zaczęła plakac-skarbie jesteś silną, mądra i odważną młodą kobietą mało kto wytrzymał by taką presję psychiczną w tak młodym wieku-wzięła moje ręce i spojrzała na rany- Pamiętaj o tym!!!
-Mamo jeżeli teraz odejdę obiecasz że zawsze będziesz przy mnie?
-Zawsze byłam, jestem i będę-po tych słowach pocałowała mnie w czoło a wychodząc rzekła-jestem dumna że podjęłaś taką decyzję, nawet nie wiesz jaka jestem dumna że to ty jesteś moją córką.
Nagle wszystko zaczęło znikać poczułam jakbym spadała.
-Jest mamy ją-usłyszałam znajomy głos.
Nie wiem ile może 20 minut jeszcze tam byłam.
Po wyjściu z sali (jeszcze z kroplówką przy sobie i na wózku, ponieważ byłam za słaba by chodzić samodzielnie) zauważyłam tatę, Żanetę i Anastazje. Mała zasnęła U taty na kolanach (on też przysypiał), a Żaneta przy stoliku siedzia trzymając w rękach gorąca kawę przed chwilą wyjęta z maszyny, która była jedyną rzeczą jaka trzymała ją na nogach w oczekiwaniu na moje wybudzenie.
Kiedy mnie zobaczyła podbiegła do mnie rzuciła się na kolana i przytuliła mnie, po chwili podbiegł tata z Nastką i zrobili to samo.
Spędziłam w szpitalu tydzień. Obecnie chodzę na terapię i muszę przyznać pomaga mi to. Mimo tego bardziej pomagają słowa mamy. Jestem silna teraz nie tylko dla siebie lecz muszę też i dla niej.
KONIEC
wtorek, 20 stycznia 2015
Mała czy duża bez różnicy/5
Rozmawiałam z szefową. Miałam wziąść zmianę w wigilię i Boże Narodzenie. Kiedy powiedziałam o tym tacie wpadł w szał, nie spodziewałam się tego po nim zawsze był spokojny. Po chwili jednak wybiegł z domu, po drodze łapiąc kluczyki od samochodu i kurtkę.
-Żaneta co on robi -rzekłam idąc za tatą.
-Nie mam pojęcia -usłyszałam delikatny głos idący przede mną.
Niestety nie zdążyłyśmy, odjechał.
Przez półtorej godziny krążyłyśmy po kuchni, czekając na niego i zastanawiając się co wymyślił, gdzie pojechał i dlaczego tak długo. Nagle wrócił. Nigdy nie spodziewałabym się że zrobi rzecz tak straszą (dla mnie).
-Tato co się stało? Gdzie byłeś?
-Moje kochane mam dla was dobre, a wręcz wspaniałe wieści -oznajmił z wielkim uśmiechem
-Co?!?! -długo na odpowiedź nie czekałam
-Róża z nami spędzasz wigilię
-Co?!?!
-Rozmawiałem z twoim pracodawcą i ...-nie dałam mu skończyć
-Jak mogłeś, nie zwierzę, dlaczego to zrobiłeś do jasnej cholery czy ty w ogóle o mnie myślisz, czy wszystko zawsze musi być po twojemu!!!!!!!!!! -koniec wybiegłam z kuchni zamknęłam się w pokoju z dołu słyszałam ich kłótnię.
-Gratuluję świetny z cb ojciec -powiedziała z Żaneta
-O co wam chodzi?
-O mój Boże czy ty naprawdę jesteś taki tępy czy co bo najwidoczniej nic do cb nie dociera.
-Możesz powiedzieć o co chodzi.
-O TO ŻE ONA NIENAWIDZI ŚWIĄT!!!
-Jak to ale przecież...
-A ty byś się cieszył gdyby w święta ktoś umarł i to jedyna osoba która była ci bliska, ona nikogo więcej nie miała poza mamą była sama, ty ją zostawiłeś!!!!
Tata za nie mówił słyszałam że usiadł, nie wiem dokładnie co działo się potem. Jednak po chwili usłyszałam że Żaneta nie pozwoliła mu do mnie iść powiedziała że "na pewno chcę być sama" i miała rację. Po chwili przemknęłam do łazienki i w sadziłam do kieszeni od bluzy malutkie białe pudełeczko. Następnie przemknęłam do sypialni taty i Żanety. Stamtąd wzięłam jakieś czerwone wino chyba Cin Cin ale nie pamiętam. Na biurku w ich pokoju leżał srebrny mały przedmiot, ostry jak nie wiem co, dla wielu osób był lekiem na zło i na rozczarowania. Działał w dość nie codzienny sposób, nie trzeba było go połykać ani nic w tym rodzaju, nie stosowano go również jako krem. Wzięłam go i również zachowałam.
Zamknęłam pokój na klucz. Wyjęłam tę dwie rzeczy z kieszeni położyłam prze sobą, otworzyłam wino. Zaczęłam pić.
Zdjęłam bluzę, wzięłam do ręki żyletkę i zaczęłam rysować trochę po nadgarstki a trochę po nodze zapijając wszystko winem. Podniosłam z ziemi białe pudełeczko i wysypałam z niego z jakieś 15 bądź 20 tabletek połknełam znów popijając winem.
Nagle usłyszałam jak Anastazja wróciła do domu i wbiegała po schodach. Dziewczynka zaczęła walić w moje drzwi ale jej głos stale ucichał. To dlatego że byłam w pół przytomna. Nagle do mojego pokoju wyparował tata z Żanetą. Na podłodze było dużo krwi a w niej leżała pusta butelka z winem. Nastka i Żaneta przeraziły się na ten widok. Tata zaczął krzyczeć żeby zadzwoniły po karetkę. Kiedy kończył to mówić zasnełam nie wiem co działo się potem...
niedziela, 18 stycznia 2015
Mała czy duża bez różnicy/4
- Rozdział 4
Mała czy duża bez różnicy/3
- Rozdział 3
A jak było w szkole? Szczerze to ni jak, wręcz fatalnie niby miałam przyjaciół ale nie byli prawdziwi. Zamknęłam się w sobie i nie chciałam z nikim rozmawiać. Mój dzień wygłądał następująco:
1. wstanie (robiłam to nie chętnie)-6:27
2. ubranie się poranna toaleta-6:32
3. śniadanie-6:55
4. czytanie (zawsze rano)-6:58
5. wyjście do szkoły-7:30
6. nudzenie się w szkole-7:45-15:00
7. obiad -5:15
8.odrabianie lekcji-15:30
9. leżenie i czytanie bądź od czasu do czasu oglądanie tv-16:00
10. kolacja (której nie jadam)-18:00
11.leżenie i słuchanie muzyki-18:15
12. spanie-22:30
I tak dzień w dzień bez końca
Mała czy duża bez różnicy/2
- Rozdział 2
Mama była strasznie dziwna tak jak by próbowała się ode minie odsunąć, coraz rzadziej się uśmiechała. Bałam się o nią, nic mi nie mówiła.
Już całkiem przestałam ją rozumieć na święta pojechałyśmy do tej starszej kobiety która jest jej "matką"! W sumie była ona nietypowo miła, nie było tak źle jak myślałam, do czasu. Bardzo podobał mi się ten wieczór, ale niestety mama wpadła w poślizg...
***
-Śpi?- zapytał lekarz
-Tak, cały czas. Proszę mi powiedzieć co z Hanną?- spytał ściszonym głosem tata, i podszedł z doktorem do okna. Pewnie żebym nie usłyszała
-Nie za dobrze, będzie trzeba przeprowadzić operację.
-Zdaje sobie sprawę
-Czy pan wie że pańska była żona, ma raka i w dodatku to 4 stadium?-jak by ktoś nie wiedział o co chodzi to znaczy że jest to w bardzo poważnym stopniu
-Tak właśnie dlatego tu jestem, wiem że moja córka będzie mnie potrzebować-powiedział ze łzami w oczach
-Ja muszę iść, operacja odbędzie się z godzinę, Jeśli córka się obudzi proszę zawołać pielęgniarkę żeby ją zbadała-rzekł wychodząc z sali.
-Ona umrze? -spytałam prosto z mostu
-Nie wiem kochanie, nie mam zielonego pojęcia-powiedział gładząc mnie po głowie. Po chwili milczenia zapytał-Słyszałaś całą rozmowę, prawda?
-Tak- rozpłakałam się.
On chwycił mnie mocno i przytulił, po chwili rzekł:
-Nie bój się jestem tu i nigdy już cię nie zostawię, a twoja mama przeżyje
-Tato...- nie dałam rady nic więcej powiedzieć czułam się zmęczona.
Leżałam i wpatrywałam się w sufit przez 3 godziny, zastanawiałam się jak to mi bez niej będzie, co ze mną będzie, czy będę mogła być z moim ojcem i jego rodziną (bardzo lubiłam jego żonę i moją malutką siostrzyczkę), czy będę musiała zamieszkać z babcią czego strasznie nie chciałam. Czułam się nie za dobrze wiec zasnęłam na chwilkę. gdy się obudziłam (było to koło 12:00) wstałam z łóżka było już znacznie lepiej, postanowiłam się przejść. przeszłam koło kilku pielęgniarek i słyszałam tylko:
-...Przykro mi maleńka... Będzie dobrze... Współczuję... Wiem co czujesz kochana...
Słysząc to byłam taka rozkojarzona, nic nie rozumiałam (przecież dopiero się obudziłam). Po chwili dotarło do mnie że... że... ona... ona... jej już tu nie ma, nie ma, straciłam ją, nie ma jej tu, nigdy już jej nie zobaczę, nie ma jej. NIE MA!!!!! STRACIŁAM JĄ!!!!! JUŻ MI NIGDY NIE POMOŻE !!!!! Jedyne co chciałam zrobić w tamtej chwili to się do niej przytulić nie rozumiałam dlaczego to przytrafiło się właśnie nam, dlaczego ja, dlaczego ona. Byłam taka przybita rozpłakałam się straciłam siłę, upadłam, położyłam się na ziemi, nie chciałam w to wierzyć.
Mała czy duża bez różnicy/1
OTO MOJA HISTORIA:
- Rozdział 1
Moja mama była dla mnie jedyną osobą na której mogę polegać. Niestety nie miałam taty, mama opowiadała, że rozstali się, ponieważ po prostu do siebie nie pasowali, a on wyjechał kiedy miałam roczek do Norwegii (tuż po ich rozstaniu). Podobno tata przysyłał jej pieniądze ale nie wiem czemu mamie było aż tak trudno.
***
Pamiętam wszystkie świąteczne wieczory, które spędziłam z mamą
W końcu posłuchała/5
- ROZDZIAŁ 5
Rodzice Julii dali nam list od niej a brzmiał on tak :
W końcu posłuchała/4
- ROZDZIAŁ 4
Jasiek i Julka niby nie byli ze sobą, ale tak się zachowywali. Ich miłość była wieczna nie zniszczyła jej nawet choroba.
Z tego co mówiła Julia jej wyniki znacznie się poprawiły w marcu lekarze byli niemal pewni że to konie, że jest już zdrowa ( przynajmniej tak twierdziła)
I w końcu nadeszła noc z 25 na 26 maja, trafiła do szpitala. Leżała tam całe 2 dni nie przytomna. On nie opuścił jej siedział przy niej cały czas, lecz jej serce po prostu przestało bić. Już jej nie było. Straciłam przyjaciółkę, Janek dziewczynę, którą kochał nad życie, jej rodzice córkę a świat najlepszego człowieka jakiego znałam.
W końcu posłuchała/3
- ROZDZIAŁ 3
Przed świętami Julia jak to Julia była strasznie zestresowana, ponieważ podięla się wielu zadań związanych ze świętami. Pamiętam było to 5 grudnia, biegała z góry na dól (rozmawiała z wychowawcą).Kiedy leciała do góry zaczepił ją Janek i powiedział:
-Możemy porozmawiać?
-Nie, nie teraz nie mogę, muszę szybko wsiąść listę z plecaka i zanieść panu, wybacz- mówiąc to już uciekała
-JULKA!!!!!!!
-Nie próbuj jej teraz zagadywać wścieknie się-powiedziałam
-Co się z nią dzieję?
-Zgadnij, jak mamy miesiąc?!
-Yyy grudzień- odpowiedział, po chwili zrozumiał o co mi chodziło-omój Boże niedługo święta, już rozumiem
-No właśnie, jeju jaki ty jesteś nie kumaty
-Myślisz,że nie znajdzie dla mnie ani chwili?
-HAHAHA, nie masz szans...
Nie zdążyłam dokończyć, bo ona znów przemknęła koło nas a Janek pobiegł za nią. Nagle złapał ją za rękę i kiedy chciał coś powiedzieć zadzwonił dzwonek, a on wydarła się na niego:
-Widzisz to wszystko twoja wina, przez ciebie nie zaniosłam tej kartki! Mam cię dosyć! Nie odzywaj się do mnie!
Cała sytuację obserwował jego wychowawca, zaczepił Jaśka i zapytał:
-Co się stało Jasiek? Co to była za sytuacja z Julką?
-No bo mam do niej bardzo ważną sprawę.
-Zakochałeś się, prawda?
-CO?
-Widać to po tobie. dobra leć na lekcję.
Dzień miną bardzo szybko, może to nawet i lepiej. Kiedy zadzwonił ostatni dzwonek wszyscy wybiegli z hukiem ze szkoły (na autobus). Zawsze byłam tam szybciej niż Jula. Jednak tego dnia było inaczej. Pamiętam padał śnieg, ona wyszła ze szkoły na krótkim rękawku, bo się śpieszyła. On czekał nadworzu (co było dziwne zazwyczaj był pierwszy i zajmował nam miejsce).
-Co ty tu robisz-rzekła, a płatki śniegu mieniły się na jej ciemnych włosach.
-Czekam
-Niby na co?
-Na to żebyś mnie posłuchała.
-Cały czas cię słucham
-Coś mi się nie wydaje
- Słucham!?
-Nic. wiesz czekałem na odwagę...
-Co?
-Na odwagę, bo nie chcę owijać w bawełnę. Ok powiem ci to tu i teraz
-Ale co?!?!
-JULIA! Ja cię kocham. nie wyobrażam i nie chcę- po czym obioł ją i pocałował w sine od zimna usta.
-Ja ciebie też kocham, ale przepraszam ja nie mogę ci tego zrobić-mówiąc to zaczęła płakać- proszę przytul mnie teraz najmocniej i nie pozwól skrzywdzić.Błagam.
-Hej, Julcia, spokojnie co się stało, spójż mi w oczy! Dlaczego nie możesz!?!? Dlaczego!?!?
-Bo mam białaczkę !!!!!!!!
-Co...-Janek zaniemówił, mimo to nie pościł jej, trzymał ją tak jakby ona umierała właśnie w tej chwili.
Potem udali się do autobusu obserwowałam wszystko z boku i nie wierzyłam w jej słowa. W autobusie usiadłyśmy razem wszystko i opowiedziała to było takie straszne. Przeżywałam to okropnie, nie wyobrażam sobie co musiała czuć on i jej rodzina wtedy, a zwłaszcza Jasiek
W końcu posłuchała/2
- Rozdział 2
Ich historia zaczęła się od pewnej czapki, od jego wybryku. kiedy cala szkoła szła na boisko by posprzątać. Wychodziliśmy klasami oczywiście debile z 3 od razu pobiegli do przodu. Jasiek po drodze zabrał czapkę Julce, która zaczęła za nimi biec. w końcu przestał, a gdy on to zauważył też przestał, ubrał ją i uśmiechną się pazernie. chwilę później ona po cichutku podbiegła do niego i zdjęła ją:
-To chyba moje, co?!-rzekła powoli zatracając się w jego oczach, już po sekundzie odwróciła się i szła dalej gadając ze mną o naszym sobotnim wyjeździe.
Julia miała chyba dwie minuty spokoju, bo ten znów zabrał jej czapkę.
-JASIEK TY DEBILU!!!!!!!!!-krzyknęła- pomożesz mi go złapać?
-No jasne-byłam zwarta i gotowa.
Więc my zamiast sprzątać latałyśmy za nim jak jakieś idiotki. W końcu ją dorwaliśmy i cała trójka dostała uwagi.